poniedziałek, 18 sierpnia 2014

O inspiracjach słów kilka...

Wokół nas, dosłownie wszędzie jest mnóstwo inspiracji, czasami w miejscach wydawałoby się zupełnie nieciekawych, szarych i ponurych można dojrzeć coś, co może nas zauroczyć i zainspirować...
Rośliny, budowle, ulice, ludzie, zwierzęta, posiłki, podróże, to wszystko to niewyczerpane źródło inspiracji.
Dla mnie osobiście, oprócz tego co mnie otacza, ogromnym źródłem inspiracji są wszelkie czasopisma, książki, a także coraz częściej internet, Wasze blogi, różne strony tematyczne, a także czasopisma internetowe.
Jednakże, jak na razie  prym wiodą czasopisma i książki w tradycyjnym wydaniu, a także po prostu życie...
Comiesięczna dawka różnych czasopism, zarówno o tematyce wnętrzarskiej, jak i modowej czy psychologicznej, a ostatnio także z dziedziny fotografii sprawia, że zaczyna brakować mi zwyczajnie miejsca na przechowywanie tego wszystkiego...



 I jak to zwykle w życiu  bywa zaczęłam się zastanawiać co zrobić, aby znaleźć miejsce oraz w ciekawy sposób  wyeksponować wszystkie te gazetki...
Przeglądając, tym razem różne strony w internecie natknęłam się na takie  oto zdjęcie,

źródło:internet
które stało się źródłem pomysłu na dodatkowe miejsce na wyeksponowanie i przechowywanie czasopism wnętrzarskich.
I tak rozpoczęłam poszukiwania kogoś kto podobną skrzynię by mi wykonał. W podobnym stylu, choć ubraną w materiał i kółka znalazłam na stronie tutaj.
Mam taką samą sofę jak na zdjęciu (narożnik) z IKEA, tylko że w kolorze ecru, podobny pled, zakupiony już dawno temu w Second Handzie, a teraz doszła skrzynia i całość prezentuje się następująco...





Ponieważ wszystkie te czasopisma są dla mnie bardzo ważne, ja po prostu lubię do nich wracać, przeglądać i przy kawie przenosić się w świat innych wnętrz i domów, to uzbierało mi się ich już naprawdę sporo, dlatego są one w wielu miejscach mojego domu...





podobnie jak  książki...



oraz czasopisma przywiezione z podróży, które chciałam wyeksponować w sposób szczególny...



i pomysł do tego znalazłam również w gazecie  wnętrzarskiej...



A jeśli mowa o inspiracjach, to w poście tu, pisałam o swoich inspiracjach, o planach na lato...
Część z nich udało mi się już zrealizować, jak chociażby wspomniana wyżej skrzynia na czasopisma, czy kącik wypoczynkowy, o którym pisałam tutaj,  o salonie w ogrodzie opisanym tu, o przyjęciach w ogrodzie właśnie tak..., ale realizacja innych jeszcze przede mną, jeszcze do wykonania, o niektórych już wkrótce. 
Świat jest tak piękny i kolorowy, ludzie ciekawi, podróże kształcące, że aż szkoda, aby z tego wszystkiego nie skorzystać i nie wcielać w swoje życie, bo cóż nas bardziej wzbogaci, ukształtuje i ukierunkuje jak nie życie po prostu z wszelkimi jego pięknymi jak i tymi mniej urokliwymi stronami....





poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Pełnia lata...

Po dwutygodniowej nieobecności nasz  ogród przywitał nas pełnią kolorów, rozrośniętymi  krzewami i ...przesuszoną trawą.
Po każdym powrocie z podróży, niezależnie od tego czy jest dłuższa, czy tylko kilkudniowa, zawsze robię obchód swojego  ogrodu, podziwiam, oglądam i tak po prostu cieszę się, że wróciłam...
Tym razem nie było inaczej, choć podróż była wymarzona, cudowna, wrażeń nie brakowało, to nie ma to jak w domu...
Dzięki mojej mamie i sąsiadom nasz ogród nie ucierpiał zbytnio (oprócz trawy...) i upały nie zaszkodziły mu jakoś szczególnie, wręcz przeciwnie, kwiaty i wszystkie krzewy przeżywają  swój rozkwit, wydobyły swoje piękno i urok "osobisty".
Ich kolory są tak piękne, tak letnie, że trudno oderwać oczy, zresztą popatrzcie sami...










Wśród nich rosną floksy, które są  jedną z moich ulubionych bylin, bo jak żadne inne budzą we mnie wspomnienia sielskiego lata na wsi, dzieciństwa które w dużej mierze spędziłam u babci. Urzekają mnie bujnymi i przepięknie pachnącymi kwiatami. Pamiętam poranki spędzane na wsi u babci, gdy po przebudzeniu otwierałam okno i czułam zapach, przepiękny, delikatny, budzący spokój i błogość, właśnie zapach floksów, które rosły w babcinym ogrodzie w ilościach ogromnych, między krzakami porzeczek i agrestu oraz innych kolorowych kwiatów. Dziś rosną w moim ogrodzie, w ilości znacznie mniejszej, ale za to są piękne i przywołują wspomnienia dzieciństwa, czasów beztroskich, radosnych i po prostu szczęśliwych.




piękne hortensje, 



komarzyca (tak ją nazywam, bo podobno jej zapach ma odstraszać komary),


Również na targu wybór kwiatów jest  ogromny i oczywiście z ostatniej wyprawy  po  warzywa i owoce, przywiozłam całą naręcz pięknego kwiecia... (jakby było mi mało, ha ha)



Kwiaty są tak piękne, delikatne, kolorowe, że postanowiłam uczynić z nich punkt główny  przyjęcia urodzinowego  mojej córci Amelki, która szczęśliwa, że będą goście, że będą prezenty, dumnie prezentowała swój urok osobisty w otoczeniu zieleni i kwiatów...








Często zastanawiamy się skąd czerpać inspiracje, jak fajnie zaaranżować przestrzeń w której przebywamy? Nie trzeba wiele, wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, zatrzymać na chwilę, a z pewnością znajdziemy całe mnóstwo ciekawych inspiracji. 
Ja znalazłam ją tym razem w swoim ogrodzie, kwiaty posłużyły mi, zresztą nie pierwszy już raz do "ubrania" domu w zapachy i kolory lata.
Latem, gdy tylko pogoda dopisuje nie trzeba wiele, aby stół wyglądał ładnie, wystarczą kwiaty, jakiś kawałek materiału (to co widać na zdjęciu to upolowane w second handzie dwa różne kawałki materiału, za całe 20 zł), ułożone w fantazyjny sposób, podpięte np. zaczepkami do firanek, oczywiście jakieś świeczki, mogą być serwetki i stół wygląda lekko, letnie i po prostu przyjemnie:)





Do tego tort ozdobiony kwieciem (znowu pokusiłam się na własnoręczne jego wykonanie),  lemoniady, których latem po prostu nie może zabraknąć, jakieś ciasteczka (tym razem przywiezione z Toskanii), ciasto owocowe, które również przyozdobiłam kwiatuszkami ze swojej letniej rabaty,  trochę owoców, lody oczywiście.
I imprezka gotowa, dobre humory, jubilatka zadowolona...i cóż więcej potrzeba?










Lato w pełni..., jak to się mówi chwilo trwaj:)))
Wokół nas tyle pięknych miejsc i to nie zawsze odległych, czasami tak blisko można doznać prawdziwego zauroczenia...
A jak  Wam Moi Drodzy mija lato i te piękne słoneczne dni, gdzie szukacie swoich inspiracji do wnętrz, do życia po prostu ?
Ja coraz częściej widzę, że to co najpiękniejsze, najcenniejsze jest w zasięgu ręki, co nie znaczy oczywiście żeby nigdzie nie wyjeżdżać i nie wychodzić, trzeba po prostu uważnie się przyglądać...
Pozdrawiam Was serdecznie i do miłego następnego poczytania:)



środa, 6 sierpnia 2014

Ale to już było...

i nie wróci więcej...tak chciałoby się powiedzieć cytując słowa piosenki Maryli Rodowicz: Ale to już było...
A ja mam nadzieję, że wróci, że jeszcze kiedyś będę mogła odwiedzić, zobaczyć, poczuć i posmakować Toskanię, miejsce które najpierw zauroczyło mnie w książkach, a teraz naprawdę, tak po prostu...
Tak niedawno nie miałam pojęcia gdzie spędzę urlop, gdzie mnie los poniesie, nawet przez myśl mi nie przyszło, że może to być Toskania...
W poście o planowaniu urlopu pisałam, że urlop to czas, który pozwoli nam przywieźć nie tylko opaleniznę, ale i nowe decyzje, inne nastawienie do życia, nowe nawyki, nowe smaki, może nowe znajomości....
I tak też się stało, mój wyjazd to jedna wielka przygoda, poczynając od decyzji podjętej w ciągu pięciu minut..., tak tak, w ciągu pięciu minut, poprzez ogromne zaskoczenie, że były jeszcze w ogóle wolne miejsca ..., czy to nie przypadek, czyż nie tak miało być?
A muszę dodać, że Toskania to marzenie mojego życia, to wymarzona podróż...
I tak, pełna nadziei i obaw oczywiście, wyruszyłam ze swoją rodzinką w ...nieznane, dosłownie i w przenośni, bo osoby z którymi wyruszyliśmy były mi zupełnie obce, bo miejsce w którym mieliśmy przebywać znałam tylko z krótkiego opisu, bo daleko, dwa dni podróży samochodem, aby tylko szczęśliwie dojechać, aby  dzieci nie marudziły itd.
Wszystkie obawy okazały się niepotrzebne...Toskania zauroczyła mnie w każdym calu, ludzie  z którymi pojechaliśmy to fantastyczne, bardzo  ciekawe osoby o niezwykłych cechach osobowych i pięknych talentach, to ludzie pełni pasji obdarzeni pozytywną energią, to oni pokazali nam Włochy, Toskanię od tej najlepszej strony, w niewymuszony sposób narzucili rytm, który pozwolił nam odpocząć, a  jednocześnie zobaczyć we Włoszech to co ważne, to co piękne i niepowtarzalne...
Miejsce w którym przebywaliśmy okazało się być przepiękną zabytkową obwarowaną osadą z XII wieku, położoną na zboczu niewielkiej doliny, w odległości zaledwie 15 km od Florencji. Dom z wieżami i różnymi budynkami wiejskich gospodarstw, odremontowanych i wyposażonych w typowo toskańskim stylu zrobił na mnie ogromne wrażenie  i oddał całkowicie ich klimat. Wokół gaje oliwne, winorośle oblepione kiściami winogron, piękne widoki, kwiaty, lawenda oczywiście, soczyste, ogromne pomidory, morele rosnące na drzewach, króliki biegające po całej posiadłości,...i wiele innych wspaniałych rzeczy o których mogłabym pisać bez końca.














Chyba już na zawsze zostaną w mej pamięci poranki przy kawie w przemiłym towarzystwie, w otoczeniu pięknych widoków, w miejscu wręcz do tego stworzonym.


To tu, właśnie na tym wyjeździe poznałam smak prawdziwej włoskiej kawy, zarówno espresso o gęstej orzechowobrązowej piance podawanej w małej filiżance wypełnionej tylko do połowy, albo nawet i nie..., 






oraz kawy zaparzanej w kafetierce. Jest łagodna, dzięki odpowiedniemu sposobowi  sporządzenia można wydobyć z niej cały jej aromat, jest niezwykle aromatyczna i po prostu pyszna. Myślę, że raczej nie szybko napiję się już kawy rozpuszczalnej...



Sposób w jaki Włosi potrafią tę kawę podać jest wręcz urzekający, 



dlatego nie mogłam powstrzymać się przed zakupem filiżaneczek, choć trochę przypominających te, w których dostaliśmy kawę w jednej z prawdziwych włoskich miejscowych Trattorii, lokalu z prawdziwym włoskim klimatem.



Jedzenie i atmosfera sprawiły, że z rozrzewnieniem wspominam smak i klimat tam panujący.



Piękne wnętrza, których styl jest głęboko powiązany z ziemią, inspirowany tym co naturalne. Proste domy z piaskowców, pokruszone zębem czasu kamienne ściany, kute, żelazne elementy i surowe drewniane meble. Urok tego stylu to prostota. 









W Toskańskich wzgórzach kryje się wielka tradycja sztuki. Po krainie Toskanii rozsiane są średniowieczne piękne miasteczka w których ma się wrażenie, że czas się zatrzymał. Jak np. Cortona, (jeśli ktoś z Was czytał książkę "Pod Słońcem Toskanii" to zna te okolice i ich urok)  przepiękna, malownicza miejscowość z niesamowitymi, zapierającymi dech w piersiach widokami. Wąskie, kręte uliczki,




charakterystyczna zabudowa i przepiękne widoki,





klimatyczne miejsca, 



wszechobecne vespy, inne motocykle i stare  rowery zostawione po prostu wszędzie, czasami przypięte, a czasami i nie...







 najlepsze i chyba największe lody pod słońcem, 



przepiękne obrazy,



koty, 




to wszystko to znaki szczególne dla Toskanii.
Niezwykle spodobały mi się  skuterki vespy. Tworzą one swego rodzaju klimat, świetnie wpasowują się w uliczki, bardzo wąskie, zatłoczone, często strome. 
Na pamiątkę przywiozłam sobie miniaturkę takiej vespy, śliczna prawda?







i już znalazła swoje miejsce w moim domu, obok trabanta przywiezionego przez moją córkę z Berlina.
Oprócz Cortony miałam możliwość zobaczyć Florencję, a szczególnie Kopułę Brunoleschiego - katedrę Santa Maria, 



oraz słynny most na Via Por Santa Maria na którym rzemieślnicy sprzedawali swoje towary od XIII w, a teraz można tam podziwiać ( a nawet kupić...) biżuterię ze złota i nie tylko, często baaardzo drogą. 






Ponadto ogromne ilości słodyczy i lodów zawsze skuszą na małe co nie co. 





Również we Florencji znajduje się najelegantsza ulica miasta wypełniona szykownymi sklepami ze znanymi markami jak np. Giorgia Armaniego, Valentino, Prady, Gucci itp.



Widziałam również Krzywą Wieżę, baptysterium, i Componsanto  w Pizie , naprawdę kompleks tych ogromnych  budynków robi wrażenie. 



Ponadto przepiękna, nadmorska miejscowość w okolicach Pizy - Marina di Pisa sprawiła, że moje oczy wprost nie mogły oderwać się od przepięknych widoków, od błękitu nieba i morza ...




I choć spędziliśmy tam tylko kilka godzin to na długo je zapamiętam. 
Będąc we Włoszech, a szczególnie w Toskanii, w takim miejscu jak my byliśmy, nie można nie wspomnieć o winie...




jak już pisałam wcześniej posiadłość otoczona jest winnicami będącymi własnością farmy i można było zakupić tam wino z własnej uprawy, 
podobnie jak oliwę z oliwek, która powstaje w tradycyjnej wytłaczarni oleju.






Dodatkową atrakcją, a zarazem miejscem gdzie można było się zrelaksować i schłodzić był basen....






jednakże nie tak często przez nas nawiedzany, ze względu na...pogodę, chyba jedyną rzecz która mnie tu bardzo zaskoczyła, ponieważ byłam nastawiona na niesamowite upały, a tymczasem upały przeniosły się do Polski, nas oszczędziły. Pogoda była, można by rzec różnorodna, od gradu poczynając




po zachmurzone niebo  z  przemieszczającą się mgłą,




po piękne słoneczko, przed którym można było się schronić w cieniu drzew.
Tak więc, mam ogromną nadzieję, że mój pobyt w Toskanii nie skończy się na stwierdzeniu: ...ale to już było, i nie wróci więcej, tylko będę miała jeszcze kiedyś możliwość go powtórzyć, a na razie cały czas mam co wspominać i skutecznie przypominają mi o tym zdjęcia, których zrobiłam ponad 1 000...
A oto nasza żeńska część rodzinki, jedyny mężczyzna sprytnie wywinął się  z sesji zdjęciowej...



Długi ten post był, wybaczcie, ale z pewnością wiecie, że takich podróży i takich wrażeń nie da się skrócić do kilku zdań i kilku zdjęć, a nie chciałam już dzielić go na kilka razy, bo pomysłów i inspiracji na nowe posty mam całe mnóstwo...
Tak więc do następnego miłego poczytania, ale już nie w klimatach toskańskich....