niedziela, 11 października 2015

Jesienne kolorowe migawki:)

Tak, tak jesień już zagościła na dobre...i na zewnątrz i w domach i na Waszych blogach, we wszystkich czasopismach, inspiracjach...ze wszystkimi jej urokami przede wszystkim. I choć ostatnie nocne i poranne przymrozki pewnie już wszyscy odczuli, i nasze ogrody też, to ja codziennie próbuję znaleźć jej piękne  namiastki, przede wszystkim kolory...smaki, czyste i świeże powietrze, słońce, które dla mnie osobiście o tej porze roku jest niezwykłą radością. 
Uwielbiam rześkie świeże powietrze ocieplone promieniami jesiennego słońca, uwielbiam spacery do pobliskiego lasu, ostatnie wycieczki rowerowe, krótkie wypady weekendowe, a także jazdę samochodem wśród przepięknych kolorowych alei  drzewiastych, kiedy przez szybę mocno grzeje słońce. Przypominam sobie czasy, gdy będąc dzieckiem moi rodzice wracali z grzybobrania z pełnymi koszami, a potem dom wypełniał zapach octu i duszonych grzybków z  cebulką.
Lubię jesień bo nadrabiam zaległości towarzyskie i częściej mogę spotkać się ze znajomymi, rodziną na kawie i  pysznej szarlotce chociażby...
Lubię jesień bo...mogłabym długo wymieniać, bo lubię każdą porę roku, bo w każdej dopatruję się tego co piękne, niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju:)
Z pewnością lubię jesienne słońce, ostre i bardzo ciepłe, choć grzeje już tylko przez kilka godzin dziennie...
W jego blasku wszystkie kolory nabierają niezwykłego blasku i radości...


Rośliny mienią się wszystkimi możliwymi kolorami, 
a mój ogród w ostatnich dniach,  zanim dosięgnęły go przymrozki wyglądał tak...







nawet warzywniak, choć już to jego ostatnie "podrygi" to jeszcze obfitował pojedynczymi owocami.



A gdy już na zewnątrz mróz zrobił co swoje, przeniosłam do domu co tylko mogłam...
Tak więc baudenwilla, która tak pięknie zaklimatyzowała się  w ogrodzie, teraz w domu, mam nadzieję też odnajdzie swój klimat...


Hortensje, które praktycznie całe lato aż do dziś upiększały rabaty, teraz w wazonach dumnie stoją :)





Ognik szkarłatny, który w tym roku pięknie się rozrósł i przykrył ścianę domu, również znalazł miejsce w moich wnętrzach.


I wreszcie gałązki przyniesione z jesiennego spaceru do lasu, same w sobie są tak urocze i oddające klimat jesieni, że żadne kwiaty im na ten moment nie dorównają:)


Kolory nie tylko w roślinach, dodatkach wnętrzarskich, ale też w bogactwie warzyw da się zauważyć, tak że wszelkie poczynania kulinarne są samą przyjemnością, mogłabym z kuchni nie wychodzić, tylko co z resztą zadań? Tak więc ograniczam się do tego co można przygotować najszybciej, zostawiając  kulinarne wariacje na dni bardziej deszczowe, mgliste i zwyczajnie nieprzyjemne. Teraz dopóki się da, korzystam jeszcze z uroków prawdziwej słonecznej jesieni, choć obawiam się że to dni ostatnie, bo prognozy raczej optymistyczne nie są:)



Dni słoneczne pełne jesiennego uroku to zdecydowanie grzyby...i przyjemność ich zbierania, bo przetwarzania, przyznam szczerze już nie lubię....




Krótkie wypady weekendowe okraszone cudownymi widokami, niepospolitymi wnętrzami, a także takimi słodkimi grzeszkami...
to kolejne jesienne przywileje:)



A do tego jesienna prasa pełna fantastycznych inspiracji i mądrych, ciekawych tekstów już się kompletuje i wieczory, oraz weekendy, które może nie zachęcą nas do wyjścia na spacer, to z pewnością do chwil z kubkiem gorącej herbaty w ręku, ciepłym kocem na plecach i nastrojową muzyką w tle będą niezastąpione:)




I jesienne ogniska...coś co lubię wyjątkowo. 
Bo nigdy ogień tak nie grzeje, a kiełbaska tak nie smakuję jak właśnie w jesienne chłodne wieczory, kiedy jeszcze choć na chwilę można przedłużyć coraz krótszy dzień i ogrzać zziębnięte dłonie:)





Do tego przypieczony chlebek, duży kubek ciepłej herbaty, płomień świec ...



tak, że do późnego wieczoru można jeszcze posiedzieć,



 a jak i na takie ogniska będzie już za zimno i nieprzyjemnie, to zostaje nam ciepło domowego ogniska, rozpalony ogień w kominku czy kozie oraz najbliżsi...którzy tworzą ciepło największe, najwspanialsze i nigdy nie wygasające:)



Tym ciepłym, domowym akcentem kończę post o jesiennych kolorowych migawkach, post który miał być przerywnikiem dla postów o wnętrzach, których całkiem sporo jeszcze w moim zanadrzu:) 
Dużo pomysłów i zdjęć chciałabym Wam pokazać, ale czasu mi brakuje, tak więc wszystko po kolei, w swoim czasie, w odpowiedniej chwili:)
Tymczasem, mam nadzieję, że tymi kolorowymi akcentami z mojej jesieni trochę radości wprowadzę w Wasze dni nawet jeśli za oknem są pochmurne i szare:)

Dziękuję za Wasze odwiedziny jak zawsze, bardzo się cieszę że jesteście i zaglądacie, a za zostawione komentarze dziękuję szczególnie, bo utwierdzają mnie w tym co robię:)
Życzę Wam Moi Drodzy dni wesołych, kolorowych i radosnych, jesiennych ciepłych wieczorów i oby do wiosny:)

sobota, 3 października 2015

Efekt zakończenia pewnego projektu ...

Ostatnio u mnie na blogu dużo wnętrzarskich zdjęć i tekstów...to efekt pracy o której swego czasu pisałam. Dużo już za mną, ale i sporo przede mną:)
I choć to praca bardzo absorbująca, czasochłonna i wymagająca ogromnego zaangażowania nie tylko czasowego, fizycznego, ale także, a może przede wszystkim emocjonalnego, to ją uwielbiam..., dlaczego? Ponieważ daje wiele satysfakcji, zadowolenia nie tylko mojego, ale przede wszystkim klientów, osób dla których pracuję i z którymi współpracuję.
Nie wiem jak to się dzieje, ale zazwyczaj trafiam na wspaniałych ludzi, miłych, ciepłych i chętnych do współpracy, często ze sprecyzowanymi oczekiwaniami,  gotowych na zmiany, otwartych na nowe...
Tak też było i w przypadku projektu o którym chcę napisać dziś, a o którym wspominałam już wcześniej tutaj.
Dla przypomnienia ...mieszkanie w Warszawie, przesympatyczna właścicielka, Pani Ania z córeczką i mężem oczekiwali pomocy w sprawie doradztwa metamorfozy ich mieszkania łącznie ze zmianą funkcji poszczególnych pomieszczeń. 
Po rozmowie i uwzględnieniu oczekiwań właścicieli powstały palety z propozycją mebli i kolorów w nowych wnętrzach ( o tym również pisałam tutaj).
Po czym przystąpiono do prac remontowych które poszły wyjątkowo sprawnie bo zaledwie w miesiąc dokonano wszystkich zmian...( Pani Ania miała swoją ekipę, która świetnie się sprawdziła) i można było przystąpić do części końcowej, czyli tzw. urządzania i wszystkiego co z tym związane:)
A oto efekty.
W pierwszej kolejności prezentuję pokój dzienny wraz z aneksem kuchennym, który teraz wygląda tak:








Spokojna stonowana kolorystyka, prostota mebli, siła dodatków, a szczególnie koloru w tym przypadku żółtego, i to niewielkie pomieszczenie, które do tej pory pełniło funkcję sypialni rodziców, garderoby i kąciaka  dziecka świetnie odnalazło się w nowej odsłonie, nowej funkcji, dla mnie zdecydowanie lepszej, jaśniejszej, i mimo swych niewielkich rozmiarów sprawia teraz wrażenie przestrzeni dużo bardziej przestronnej.  
Dla przypomnienia wcześniej wyglądało tak:)




I choć wymaga jeszcze dopieszczenia, tzn. uzupełnienia o pewne elementy jak np. szyba na ścianie między szafkami w aneksie kuchennym, zawieszenia szafek nad telewizorem, które już są, ale zabrakło czasu..., 
to już dziś, już teraz ta część mieszkania wygląda po prostu świetnie :)))

Kolejne pomieszczenie które uległo całkowitej metamorfozie to pokój Julci.
Wcześniej  była to część otwarta pokoju dziennego przy kuchni 


dziś wygląda tak:)






Pokój jest kolorowy z przewagą różu ( tak zdecydowanie wybrała jego nowa właścicielka) "ubrany"  w cudowne słodkie dodatki, jak naklejki na ścianie, tiulowe pompony, w które można zaopatrzyć się tutaj, śliczny dywanik zakupiony w Leroy Merlin ( na zdjęciu widać jeszcze inny, cały różowy robiony ze sznurka,  kupiony na dawandzie tutaj,  znalazł on jednak inne docelowe miejsce, ale o tym oczywiście w swoim czasie), który był propozycją. Właścicielom podobał się bardziej zielony z wesołą dżdżownicą. Reszta dodatków i mebli to głównie wyposażenie z  IKEI. 
I tak powstał pokoik w którym Julcia dumnie i chętnie przebywa, ciągle  nie mogąc się nim nacieszyć:)

I wreszcie sypialnia, która swe docelowe miejsce znalazła w tej część, w której dotychczas był aneks kuchenny i wyglądał tak


Teraz, choć niewielka i wymagająca jeszcze tzw. "dopieszczenia", czyli ubrania w dodatki to już jest, sypialnia z prawdziwego zdarzenia, wydzielona, z  dużym łóżkiem, szafeczkami na drobiazgi, a nawet zmieściła się tam szafa.

Na ten moment wygląda tak:




Potrzebna jest jeszcze jakaś " szata" na okno i może obraz na ścianę, z pewnością trzeba czymś tę pustą przestrzeń nad łóżkiem wypełnić. 
Choć brakuje tych małych szczegółów to już dziś sypialnia jest bardzo funkcjonalna, jasna i po prostu śliczna.

Tak więc, mieszkanie, które praktycznie całe (oprócz łazienki i korytarza) zostało poddane całkowitej metamorfozie dziś jest już gotowe, wysprzątane i cieszy niezmiernie właścicieli, którzy są bardzo zadowolenie z nowej odsłony. 
I ja bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć i pomóc w tej przemianie. To cudowne móc dawać ludziom zadowolenie, pomagać w sposób, który daje satysfakcję dwóm stronom, to cudowne tworzyć coś co daje szczęście:)
   I cudownie jest poznawać nowych ludzi, których szybko się nie zapomina, do których wraca się pamięcią, z pewnością Pani Ania taka jest i cieszę się że mogłam ją poznać:)

Dziś kończę jak zwykle dziękując Wam wszystkim do mnie zaglądającym, za to że jesteście, że mnie wytrwale odwiedzacie i za wszystkie zostawione komentarze i zapraszam na post kolejny, który chyba przygotuję w trochę innym klimacie, aby od wnętrz trochę odpocząć ( choć sporo mam ich jeszcze do pokazania).
Pięknego, słonecznego tygodnia Wam życzę i do miłego następnego...:)