poniedziałek, 6 października 2014

Nowe jesienne zdobycze...

...z pogodą różnie już bywa, raz jest jeszcze pięknie, raz brzydko, zimno i po prostu nieprzyjemnie, a nawet nocne przymrozki się zdarzają.  Siedzę na miękkiej kanapie, czytam książkę, piję gorącą herbatkę...i patrzę na płomienie tańczące, ciepłe i niesamowite, piękne, gorące. 



Lubię płomień, jego ciepło i nastrój, choć to żywioł sam w sobie, to w takiej ilości jak w kominkach, kozach czy  świecznikach jest naszym sprzymierzeńcem, ogrzewa, daje nastrój i...wycisza, uspokaja. 
Jesień trwa, dni mijają, każdy z rana rozchodzi się w swoją stronę, każdy biegnie, ciągle coś, ciągle gdzieś, wieczór przychodzi szybko i dobrze jest jak możemy wszyscy spotkać się, porozmawiać, wymienić słów kilka...bo jeśli nawet dzień nie był udany, był stres, pośpiech, strach, a czasami poczucie bezsensu...to są chwile, są miejsca gdzie ktoś czeka, gdzie jest dobrze, gdzie jest ciepło nie tylko kominka, ale chyba przede wszystkim ciepło domowego ogniska...
Właśnie jesień, dni coraz krótsze i chłodniejsze dają mi chwile wytchnienia, bo pracy w ogrodzie mniej, plan dnia, grafik już poukładany, jest chwila na książkę i "rodzinną kanapę" wygniecioną, rozmemłaną, taką domową, gdzie można obejrzeć rodzinnie film, poczytać, pobyć razem tak po prostu, a także pomyśleć o nowych planach, o ich realizacji...
Często, właśnie tu, na tej kanapie  rodzą się moje pomysły na kolejne posty, tym razem na posty jesienne...
Już nawet sukcesywnie pojawiają się w moim domu różne nowe przedmioty,  które z pewnością będą wykorzystane w moich jesiennych pracach, aranżacjach, po prostu w życiu, tak na co dzień.
Podczas codziennych zakupów, rożnych wyjazdów, tzw. "załatwiania spraw" staram się mieć oczy i uszy otwarte na różne perełki, które będę mogła gdzieś tam, jakoś tam wykorzystać. I tak, do tej pory w moim domu pojawiły się  nowe nabytki, które z pewnością będą tematami, a czasami elementami postów...
Są nowe czasopisma, które nie tylko świetnie się czyta, ale stały się właśnie inspiracją do postów..o czym? to już wkrótce...




Znalazła się książka zakupiona razem z gazetką "SENS", w której autorka czyli Katarzyna Miller  napisała jak przestać się bać...szczęścia, starzenia, złości, popełniania błędów, trudnych przeżyć, śmiechu, ciężkich wyzwań, śmierci..., zabawy. 
Książka do przeczytania na dwa wieczory, a może i jeden, niezwykle wciągająca, napisana w sposób prosty, przejrzysty, a jednocześnie taki iż na pewno nie da się szybko o niej zapomnieć.  I choć z pewnością nie od razu wszystko da się wprowadzić w życie, to warto próbować...
   Polecam !!!




Są też, a może przede wszystkim różne drobne rzeczy do ...domu.
Zakupy tzw. "ciuchowe", (tym razem  jesienne), na które jeżdżę sezonowo z córcią, na razie tą starszą, ( choć lubię ciuszki, jak większość kobietek to zakupów już niestety nie...) umilam sobie te wypady wizytami w sklepach z dekoracjami do wnętrz, jak np. w sklepie home&you...
( ściereczka i durszlak to nowe nabytki właśnie  stamtąd ),




a także w empiku,





gdzie oprócz wcześniej wspomnianych gazet i książki, została zakupiona świeca (urzekła mnie swoim żakardowym wzorem) i kubek na kawę...
I wreszcie...znalazły się u mnie nowości z Ib Laursen ze sklepu Magdy Mile Maison. Już od dawna choruję na te cudeńka, i tak stałam się szczęśliwą posiadaczką cudnych wazoników i świecznika...



A podczas penetrowania wnętrzarskiego, czyli obchodu DOMOTEKI  wpadły mi w ręce serwetki...niezwykle proste, ale wymowne i oczywiście mające już swoje przeznaczenie...o czym wkrótce:)))



Równie owocna w zakupy była pewna wizyta w Biedronce, gdzie jeżdżę po różne drobne sprawunki, a najczęściej kupuję tam świeże ryby...i tak pewnego dnia oprócz łososia, w moim koszyku znalazł się pled (który gościł już w poprzednim moim poście) i poszewki na poduszkę, za niecałe siedem zł za sztukę. 



Przybyły również dwie nowe poszeweczki na poduchy z motywem liści, które świetnie wkomponowują się w moje wnętrza i w klimaty jesieni, a otrzymałam je...od Iwony z bloga Niecodzienny Zakątek. I jest to wygrana w candy. Bardzo się cieszę, bo to kolejna moja wygrana w tak niedługim czasie. Z pewnością zaprezentuję je w kolejnym jesiennym poście...




Prawda że urocze?

Ach, nie może zabraknąć w moich wnętrzach natury...o niej również będzie słów kilka.



Będąc w dużych centrach, zawsze zachodzę do Tchibo, na ciasteczko  i kawusię, jak to mawia moja córcia ( o rany...jak szybko dorosła mi towarzyszka do wspólnych wypadów i ploteczek przy aromatycznej kawie...) i też zazwyczaj nie wychodzę z pustymi rękoma...tym razem były to herbatki smakowe (zielona, pomarańczowa z karmelem, oraz owocowa)...niezastąpione na jesienne wieczory.




A jeśli mowa o jesiennych wieczorach, to z  pewnością kolejną jesienną  zdobyczą jest dla mnie czas na oglądanie filmów, ponieważ na co dzień nie oglądam telewizji w ogóle, to właśnie jesienią robimy sobie czasami tzw. "seanse rodzinne" (nadrabiam duże zaległości filmowe). I tak,  z dobrą herbatką w reku, na wgniecionej kanapie wśród pledów i poduch, razem rozpoczynamy nasze seanse filmowe. Pierwsze tegoroczne już zaliczone. 

1. "Niepokonani" 


2. "Nietykalni" 


Obydwie historie oparte są na faktach autentycznych. Pierwsza, to historia polskiej odwagi, którą poznał cały świat. Niezwykła podróż bohaterów, ucieczka z sowieckiego łagru, droga do domu to 4000 mil - z syberyjskiej tajgi, przez wyżyny Mongolii, pustynię Gobi, Tybet i dalej przez Himalaje aż do Indii. Niezwykła podróż, to heroiczna walka o przetrwanie, pokazuje co potrafi zdziałać wiara, nadzieja i ogromna determinacja...
Drugi film to komedia, prawdziwa historia, zderzenie dwóch światów daje początek szeregowi niewiarygodnych przygód i przyjaźni, która uczyniła bohaterów ...nietykalnymi. 
Jeśli ktoś nie oglądał tych filmów to szczerze polecam, bo oprócz mile spędzonego czasu, filmy te pokazują nam jak ważne są wartości w życiu, jak warto jest wierzyć, mieć cel, co znaczy siła miłości, przyjaźni i determinacji...

Tak więc, jak widać trochę tych jesiennych zdobyczy się uzbierało i  mam nadzieję, że kolejne posty dzięki nim będą ciekawe...

Ach...zapomniałabym, że obiecałam napisać, co chciałam pokazać swoimi zdjęciami w ostatnim poście...
Część z Was dobrze odgadła moje przesłanie fotograficzne...w swoich zdjęciach pokazuję swoje uwielbienie do natury, do piękna i niesamowitości przyrody, do rzeczy starych, do rzeczy z duszą, do gotowania, do chwil relaksu, zarówno na łonie natury jak i np. przy filiżance kawy, ...a także do tego jak ważna jest dla mnie tzw. oprawa czyli np. ładnie zapakowany prezent, pięknie ubrany stół itp., podróże, odkrywanie nowych miejsc, ciągły rozwój osobisty, a ponad wszystko rodzina...i biało czarna fotografia...

Na koniec dzisiejszych rozważań w temacie jesiennych zdobyczy zapraszam do poniższego linka, gdzie znajduje się piosenka..., która ostatnio często towarzyszy mi na co dzień...tak po prostu:)))

https://www.youtube.com/watch?v=m65jhGwtWrg

Dziś żegnam się, dziękuje za odwiedziny i jak zwykle zapraszam wkrótce...

środa, 1 października 2014

Fotografia...




...czym dla mnie jest? - 
zastanawiam się ostatnio często...z pewnością "czymś" co mnie niezwykle wciąga. 
Zawsze, od kiedy pamiętam, fotografia była wokół mnie, najpierw, jako dziecko uwielbiałam podczas pobytów u babci przeglądać stare fotografie, naznaczone czasem i historią..., fotografie biało czarne na papierze, często tak już wyblakłe, że nic nie było widać...,potem było ich całe mnóstwo w moim rodzinnym domu, ponieważ mój tata je uwielbiał i robił ich bardzo dużo swoim ukochanym zenitem,


a wcześniej aparatem  rosyjskiej marki "łomo". 


Te zdjęcia miały swój niepowtarzalny urok, jedyny w swoim rodzaju..., kiedyś ze względu na to iż były klisze i ograniczona możliwość ich wywołania, trzeba było zastanowić się co na tych zdjęciach ma być, trzeba było użyć wyobraźni jak to zdjęcie będzie wyglądało po wywołaniu...dziś technologia na najwyższym poziomie pozwala nam robić ich nieograniczoną ilość, wcale nie do końca zastanawiając się co chcę tym zdjęciem pokazać, co na nim utrwalić...
I chyba większość z nas tak ma...po każdym powrocie ze spaceru, z wyjazdu czy uroczystości przywozimy tych zdjęć setki, a potem przeglądanie, wybieranie, obróbka w odpowiednich programach...i co?,  czasami  zdjęcie zrobione różni się bardzo od tego w efekcie końcowym. Dopiero tu pokazujemy to co chcemy uzyskać...
Ja też trochę w ten wir nowej technologii wpadłam...bo inaczej się nie da...nowy aparat (Canon EOS 70D), 





do tego obiektyw szerokokątny...dwudniowe warsztaty z fotografii wnętrz ...




ciągła nauka, cykanie, przeglądanie i wybieranie...strasznie mnie to wciągnęło, zaopatrzyłam się nawet w literaturę: "Fotografia cyfrowa" edycja zdjęć, po to  aby zanurzyć się w świat Photoshopa (niestety na razie jeszcze tego nie zrobiłam...), Fotografia kulinarna i miesięczniki "Digital Camera"...






I choć czytam, uczę się skrupulatnie ( już wiem coś o przysłonie, czasie otwarcia migawki, czułości ISO, balansie bieli itp.),
to daleko mi jeszcze do tego abym była zadowolona z jakości tych zdjęć..., natomiast  sama przyjemność fotografowania, uczenia się przekazania tego co widzę ja, tego co myślę i czuję jest fantastyczna, niezwykle twórcza i inspirująca. Dziś dzięki fotografii dostrzegam coraz więcej rzeczy, których kiedyś nie widziałam, a które choć na pierwszy rzut oka niepozorne, to piękne...
Uczę się pokazywać świat, otoczenie w sposób który jest mi najbliższy, w taki sposób aby ten kto ogląda te zdjęcia, nie musiał czytać co chciałam przekazać, aby zdjęcia pokazały to same w sobie...i choć wiem że moja przygoda z fotografią dopiero się zaczęła i dużo jeszcze przede mną, to mam nadzieję, że będzie to kolejny temat w moim życiu, którego tajniki będę zgłębiać z największą przyjemnością, tak jak tajniki wnętrz i ich wystroju, ogrodu, psychologii, stylizacji, gotowania...i wielu innych ciekawych rzeczy...(oj ciekawa jestem gdzie mnie to wszystko zaprowadzi...?)
Fotografia ma ogromną moc, potrafi zainspirować, zachwycić, ale i przerazić, bo pokazuje dosłownie, to co w życiu się dzieje, może zarejestrować każdą chwilę...już nie wszędzie musimy tachać ze sobą ciężki sprzęt, wystarczą telefony, które mają wbudowane aparaty bardzo wysokiej jakości i robią zdjęcia na najwyższym poziomie, często już na tym etapie można wybrać efekt i zrobić naprawdę ciekawą fotkę...


jak chociażby te dwie...(bez żadnych przeróbek, obróbek, tak od razu)





Ale ja osobiście, lubię zdjęcia robione aparatem, takim tradycyjnym z prawdziwego zdarzenia...
I dlatego teraz zapraszam Was Moi Drodzy na krótką relację fotograficzną ( wybrałam kilka zdjęć, których jeszcze nie pokazywałam, a które bardzo lubię i nic nie będę o tych fotkach pisać, ciekawa jestem czy podobają się Wam i czy udało mi się  przekazać w nich to co czuję...coś więcej niż tylko obraz...)






































bardzo jestem ciekawa czy udało mi się przekazać tymi zdjęciami swoje upodobanie do...no właśnie, do czego?
W następnym poście zdradzę co chciałam przekazać pokazując te fotki, dziś mogę zdradzić jedynie iż chodzi o ważne aspekty w moim życiu...