piątek, 7 października 2016

Gdzie byłam i co robiłam jak mnie nie było...

Witam serdecznie po tak długiej przerwie...trzy miesiące nieobecności, prawie całkowitego wylogowania ze świata blogowego. 
Czasami tak musi być, nie da się robić wszystkiego i być wszędzie tam gdzie chciałoby się być.
Trzeba  jak zwykle podejmować decyzje i dokonywać wyborów co ważniejsze....

Ja w tym czasie poświęciłam się pracy, swojej pasji i rodzinie oczywiście.
Praktycznie nie miałam wakacji, oprócz kilku weekendowych, czy kilkudniowych wypadów za tzw. miasto.
Był to czas, w którym z ogromnym zaangażowaniem realizowałam cztery projekty wnętrzarskie jednocześnie. Trzy już za mną, jeden w trakcie, a kolejny (tym razem we własnych wnętrzach) przede mną.

Mogę śmiało powiedzieć że to co się działo, to ogromna, piękna przygoda, choć ubrana w ciągłe niespodzianki. 
Dużo się nauczyłam, wiele jeszcze przede mną..., ale bardzo się cieszę z tego co jest, z tego, że decyzja, którą  podjęłam trzy lata temu z wielką niepewnością, obawą, ale zarazem nadzieją, okazała się słuszna i właściwa. 
Dziś mogę powiedzieć, że to co robię to jest to !!!
Daje mi to ogromną satysfakcję, możliwość rozwoju, poznawania fantastycznych osób i ciągłą nadzieję na lepsze, ja po prostu z przyjemnością wstaję każdego dnia i choć kładę się wyczerpana i niewyobrażalnie zmęczona to jednak szczęśliwa:)

Dziś wiem, że robiąc to co się lubi, życie sprzyja, początki są trudne, bo trzeba się odważyć, zaryzykować, ale potem to już pewne rzeczy same przychodzą i jakoś tak dziwnie wszystko się układa...

Dziś nie tylko pomagam tworzyć piękne wnętrza, ale wnętrza wyjątkowe, bo skrojone na miarę potrzeb klienta, a  nie moich indywidualnych upodobań. 
Jest to taktyka którą przyjęłam w swojej pracy i która się sprawdza...nie narzucać, nie zmuszać, tylko uważnie słuchać i podpowiadać, kierować się stylem życia i potrzebami domowników, ich preferencjami i gustami. 
I to działa, każda moja realizacja jest zakończona sukcesem, bo przeogromnym zadowoleniem klienta, a  o to w tym wszystkim najbardziej mi chodzi.

Będzie to widać na poszczególnych moich realizacjach, każda zupełnie inna, każda w innym stylu i guście. Każda indywidualna, ale stworzona z wielkim sercem i zaangażowaniem nie tylko z mojej strony, ale i klientów.

No cóż, może na tyle wystarczy, przejdźmy do prezentacji pierwszej...

Mieszkanie na warszawskich Bielanach, nowe budownictwo, idealna lokalizacja, bo przy samym metrze. Blisko 50 metrów powierzchni mieszkalnej plus piękny blisko 30-metrowy taras z niepowtarzalnym  widokiem, panoramą na Warszawę. 
Oczywiście stan deweloperski urządzony pod klucz. Wystarczy wziąć walizkę, najpotrzebniejsze rzeczy i po prostu zamieszkać:)






























Dziesiątki przejechanych kilometrów, ogrom odwiedzonych sklepów, targów staroci ( tak, tak...),  godziny spędzone przy komputerze, które ciężko byłoby zliczyć ( na pewno czują je moje plecy), rozmowy, poszukiwania...to wszystko dało taki oto efekt:)

W jakim stylu jest urządzone to mieszkanie?
Z pewnością nie jest to jeden określony styl, wpasowujący się w konkretne szablony.
Jest tu i trochę Skandynawii, elementy glamour, delikatnego loftu, jest i klasyka, są starocie ( krzesła zgarnięte niemal ze śmietnika), jest praca własna, artystyczna, są elementy retro, są rzeczy z odzysku.
Jest tu wszystko, ale nie jest to eklektyzm, jest to mieszkanie z duszą, charakterem i całym moim sercem i zaangażowaniem.

Co najbardziej podoba mi się w mojej pracy, w tym jak tworzę wnętrza?,...że tak na prawdę na początku nie mam żadnego schematu, projektu i szablonu, już z góry wybranych wszystkich elementów. Mam tylko budżet, w którym powinnam się zmieścić ( a łatwe to nie jest) .
Moje wnętrza powstają w trakcie, czasami jeden element ciągnie drugi.
W przypadku tego mieszkania tym elementem była cegła, w której zakochałam się po uprzednim projekcie, dla przypomnienia zapraszam TUTAJ. Tam cegła była naturalna, została tylko odsłonięta z tynku, oczyszczona i zabezpieczona, a tu cegłę musiałam kupić, ale postarałam się aby i ona pochodziła ze starych budynków i tak też się stało.
Ja tworzę wnętrze na bieżąco, przebywając i rozmawiając z klientem, poznając go i jego potrzeby. Słucham uważnie i podpowiadam, a potem wybieramy już razem.
I powstają takie oto miejsca, natchnione dobrą pozytywną energią, ogromem pracy, ale niezwykłym dobrym przekazem.
No cóż, kocham to co robię i mam nadzieje że będę mogła robić to dalej...

Wspominałam, że moja obecna praca daje mi możliwość poznawania wielu fantastycznych osób i ciągłej nauki.
Tak jest np. w przypadku robienia zdjęć. Jest to kolejny temat który mnie bardzo fascynuje. Wiem, że moja wiedza technologiczna na ten temat jest jeszcze bardzo mała,  dlatego uczę się i korzystam z pomocy fachowców.
I tak, zdjęcia tu widoczne powstały przy pomocy fotograf EWY JASIŃSKIEJ.
Wszystkie są moją własnością, dlatego proszę aby ich nie kopiować i nie upowszechniać.

Jeśli znajdę chwilę to któryś z postów poświęcę na wskazanie co skąd pochodzi, kto co dla mnie wykonał i jak to wnętrze powstawało jak nabierało kształtu ostatecznego.
Tymczasem dziękuję za uwagę, dziękuję tym wszystkim, którzy mimo tak długiej mojej przerwy tu jeszcze zaglądają.
Myślę, że teraz już będę częściej.

Mam już zdjęcia z kolejnej realizacji, w najbliższy poniedziałek kolejna sesja, a za jakiś miesiąc następna.

Tak, więc na bieżąco będę się z Wami dzielić efektami mojej pracy, która spowodowała tak długą nieobecność tu na blogu.
Wracam też do Was, do Waszych blogów, bo choć nie pisałam na bieżąco, to zaglądałam...w ramach relaksu i wiem, że dzieje się u Was dużo, że moc inspiracji i pomysłów na Waszych blogach jak zwykle można znaleźć, z czego cieszę się ogromnie:)

Czekam na opinie, na Wasze wrażenia, jestem bardzo ciekawa czy pobada się Wam kolejna moja realizacja.

Do miłego następnego...








sobota, 9 lipca 2016

W pogoni za...ciszą, spokojem i pięknem natury:)

Właśnie...w pogoni, w pędzie życia przychodzi czas na refleksję, po co? dokąd? i dlaczego? Tak pędzimy, chcemy wyrobić się ze wszystkim na czas, chcemy być na czasie i w czasie, oraz w międzyczasie. Wszystko pod kreskę, z kartką w ręku, planowaniem, realizacją, w wielkim świecie, nie omijając po drodze niczego...

To nie pierwsza moja refleksja, nie pierwsze zatrzymanie, nie pierwsze zastanowienie się gdzie tak pędzę, po co i dlaczego? I nie tylko ja...
Życie choć piękne, to krótkie, czasami zbyt krótkie...i coraz częściej czuję i myślę, że ten cały pęd życia codziennego jest bez sensu...nie ma barw:)

Tak na prawdę ciągnie mnie za rzekę, w cień drzew, do natury, do ciszy, do spacerów bez celu...do kuchni i smaków regionalnych, do malowniczych pejzaży, do zwierząt dużych i małych.
Nie lubię już hałasu, tłumu, natłoku informacji, zbyt wielu bodźców, wypasionych hotelów z ofertą inclusive, nie lubię zorganizowanych wyjazdów...
Ja gonię, owszem, ale za ciszą spokojem i marzeniami, a moje marzenia są tylko moje i są takie proste jak natura:)

Rozumiem to coraz bardziej, bo choć robię zawodowo to co kocham, choć mam cudowną rodzinę, zajęć mi nie brakuje to nie mogę już ogarnąć tego wszystkiego, ciężko znaleźć równowagę i upragniony wewnętrzny spokój. Tylko w miejscach gdzie praktycznie nie ma żadnych bodźców, nadmiaru atrakcji, potrafię wypocząć tak na prawdę, mój umysł poddaje się pełnemu detoksowi.

Ostatnio miałam możliwość i ogromną przyjemność spędzić kilka dni w takim miejscu, które dziś chcę Wam przedstawić i szczerze polecić, szczególnie tym , którzy tak jak ja gonią, ale...za ciszą spokojem i pięknem natury.
To miejsce to DOM WAKACYJNY KORDAKI.
Ciężko jednym słowem je opisać, ciężko oddać klimat jaki tam panuje. Jedno jest pewne, choć byłam tam zaledwie cztery dni...odpoczęłam jak nigdy, a gdy wyjeżdżałam, pierwszy raz w żuciu łezka mi poleciła, że  czas odjeżdżać:)
Popatrzcie sami, czyż nie jest tam pięknie?

















Miałam wszystko czego potrzebowałam, ciszę spokój i piękno nie tylko w naturze, ale i we wnętrzach, które jak wiecie są dla mnie niezwykle ważne i coraz częściej wyjeżdżając gdzieś, szukam miejsc nie tylko pięknych samych w sobie, ale też i tego aby wnętrza były niebanalne, wyjątkowe i z sercem tworzone...te z pewnością takie są:) Urządzone ze skandynawską prostotą. Wszędzie biele i szarości, trochę błękitu. Atmosferę ociepla drewno oraz stare elementy jak chociażby krzesła, czy taborety pełniące role stolików nocnych, oraz stare  skarby takie jak piękna skrzynia na tarasie, bukłak na wino, czy czy stare piękne koryto, stolik w salonie, oraz przepiękne szafy w sypialniach. Dla mnie prawdziwe cuda...












I oczywiście smaki...nieodzowny element mojego życia. Nawet w takich miejscach staram się aby było miło, smacznie i pięknie. Łono natury, oraz całe otoczenie, sprzyjały aby zarówno śniadania, obiady jak i kolacje, a nawet wypady nad jezioro były klimatyczne:)





 Rowery towarzyszą nam zawsze i niemalże wszędzie, dzięki nim możemy zwiedzać okolice, podziwiać naturę, rozkoszować się na prawdę pięknymi widokami i świeżym powietrzem, próbować żyć zgodnie z rytmem wschodów i zachodów słońca.....







 Zwierzęta, duże i małe wszystkie piękne, kontakt z nimi, przyglądanie się ich zwyczajom i temu jak poddają się prawom natury, mogą nas ludzi wiele nauczyć, pokory do życia i szacunku wzajemnego:)



Mam ogromny szacunek i podziw dla ludzi, którzy podejmują taką decyzję, aby przenieść się na wieś, rozpocząć życie całkiem nowe i inne, często niewiadome, choć z boku wydaje się to takie proste, to takie nie jest...niemniej Ci którzy przyjeżdżają w pogoni za ciszą spokojem i odpoczynkiem w takie miejsce dostają to czego oczekują i dlatego dziękuję właścicielom  tego cudownego niezwykle klimatycznego miejsca za to, że mogłam tam być i choć to były tylko cztery dni, to były to wyjątkowe dni, odpoczęłam, nabrałam nowych sił i chęci do dalszego działania, a moje marzenia i te skryte i te bardziej widoczne przybrały na sile...coraz częściej myślę i ja, żeby wyprowadzić się na wieś...i nie gonić już za tym co jest tak blisko:)

Choć rzadko ostatnio piszę, to u Was bywam regularnie (przynajmniej czytam i oglądam), mam nadzieje, że to się zmieni...na razie realizuję cztery duże projekty, cudowne choć niezwykle czasochłonne, muszę znaleźć w tym wszystkim równowagę, dlatego czasowo rzadziej tu bywam, ale nadrobię, obiecuję, oczywiście w swoim czasie:)

Tymczasem, żegnam się z Wami, dziękuję że zaglądacie czytacie i jesteście, do następnego miłego...